W Pałacu Prezydenckim pojawiło się wyraźne niezadowolenie wobec doniesień dotyczących oczekiwań Stanów Zjednoczonych wobec sojuszników z NATO. Chodzi o możliwe zaangażowanie w działania na Bliskim Wschodzie, w tym ewentualne przekazanie systemów obronnych.
– Kraje muszą się w to włączyć i się tym zająć. Iran został zdziesiątkowany, ale będą musiały wykonać własną pracę – powiedział Donald Trump w rozmowie z CNN. – Będę tam, ale jeśli mają trudności z pozyskaniem ropy, niech przyjadą i ją wezmą, tak jak powinni. NATO jest okropne, wszyscy są okropni. Jeśli chcą ropy, niech ją wezmą. Nie ma realnego, istotnego zagrożenia, bo Iran został zdziesiątkowany – dodał.
Głos w tej sprawie zabrał Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej prezydenta i bliski współpracownik Karola Nawrockiego. Można powiedzieć, że to pierwsza ostrzejsza wypowiedź na temat licznych głosów ze strony USA.
– Sytuacja na Bliskim Wschodzie, wynikająca przede wszystkim z decyzji Izraela i USA, mogła być wcześniej skonsultowana z sojusznikami w ramach NATO. Jeśli nasz sojusznik zza wielkiej wody chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby, by konsultować te sprawy wcześniej, a nie wtedy, kiedy pojawiają się problemy – powiedział na antenie Radia ZET.
Zwrócono uwagę, że Polska aktywnie uczestniczy w działaniach NATO i wspiera bezpieczeństwo regionu, dlatego decyzje dotyczące sprzętu wojskowego muszą być podejmowane z uwzględnieniem własnych potrzeb obronnych. – Na pewno należałoby oczekiwać większych konsultacji z kluczowymi sojusznikami w przeddzień czy tydzień przed atakiem. Sytuacja, w której najpierw podejmuje się działania, a potem, jak pojawiają się problemy, oczekuje się pomocy, na pewno nie jest optymalna – dodał.
