Syreny alarmowe zawyły w Lublinie w związku z rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę i zagrożeniem w pobliżu polskiej granicy. Sytuacja była na tyle poważna, że prowadzący program TVP3 Lublin przerwali transmisję na żywo i udali się do podziemnego schronu. Po ustaniu zagrożenia wrócili na antenę.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek popołudniu, 28 września. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzegło mieszkańców województwa lubelskiego przed zagrożeniem atakiem z powietrza. Mieszkańcy otrzymali komunikat nakazujący znalezienie bezpiecznego miejsca, stosowanie się do poleceń służb i oczekiwanie na dalsze informacje.
W tym samym czasie w Lublinie uruchomiono syreny alarmowe. Ich dźwięk było słychać również podczas nadawanego na żywo programu TVP3 Lublin. – Szanowni Państwo, musimy na chwilkę przerwać program, ponieważ dostaliśmy alert, a w Lublinie wyją syreny, więc teraz musimy ewakuować się do naszego schronu podziemnego – poinformował prowadzący.
Dziennikarz zaapelował do widzów o zachowanie spokoju, po czym prowadzący opuścili studio. Na antenie pojawiły się państwowe komunikaty dotyczące zagrożenia z powietrza. Alarm miał związek z kolejnym rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę. Dowództwo Operacyjne RSZ potwierdziło, że po ukraińskiej stronie granicy doszło do uderzenia bezzałogowca.
– Najprawdopodobniej miejscowość Jagodzin znowu została rażona przez bezzałogowy statek powietrzny – przekazał WP ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ. Do ataku doszło zaledwie około dwóch kilometrów od przejścia granicznego Dorohusk–Jagodzin. Jak tłumaczył rzecznik DORSZ, drony operowały w bezpośredniej bliskości polskiej granicy i właśnie dlatego informacja o możliwym zagrożeniu została przekazana do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
![Syreny w Lublinie. Przerwano program w TV. „Musimy się ewakuować” [WIDEO]](https://wmeritum.pl/wp-content/uploads/2026/09/Zrzut-ekranu-2026-09-28-194107-750x375.jpg)