Waldemar Żurek ogłosił kolejny krok w sporze dotyczącym Sądu Najwyższego. Podczas konferencji prasowej w piątek 6 listopada minister sprawiedliwości poinformował, że podpisał pierwsze wezwania do zapłaty skierowane do osób określanych przez niego jako tzw. neosędziowie SN. Chodzi o odpowiedzialność finansową za orzeczenia, w związku z którymi Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdzał naruszenia prawa do sądu.
„Podpisałem pierwszych sześć wezwań do zapłaty kierowanych do kilku osób, tzw. neosędziów Sądu Najwyższego, w ramach regresowych spraw cywilnych” – przekazał Żurek.
Minister wyjaśnił, że chodzi o odzyskanie pieniędzy, które państwo polskie wypłacało obywatelom w związku z wyrokami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Według przedstawionych przez niego danych dotychczas wypłacone odszkodowania związane z działalnością kwestionowanych przez niego składów Sądu Najwyższego wynoszą już około 6,5 mln złotych.
Żurek wskazał również na ponad 1200 spraw polskich obywateli, które pozostają zamrożone przed ETPC. Jego zdaniem istnieje ryzyko kolejnych niekorzystnych dla Polski rozstrzygnięć i wypłat odszkodowań.
Szef resortu sprawiedliwości argumentuje, że osoby zasiadające w składach orzekających powinny ponosić finansowe konsekwencje, jeżeli ich udział w wydawaniu orzeczeń doprowadził do naruszenia prawa do niezależnego i bezstronnego sądu.
To oznacza przejście od politycznego i prawnego sporu o status sędziów do konkretnych działań finansowych. Pierwsze sześć wezwań może być początkiem kolejnych postępowań regresowych. Działania Żurka z pewnością wywołają kolejną falę dyskusji o granicach „przywracania praworządności”. Krytycy już mówią, że to próba przejęcia kolejnej instytucji w Polsce.
Działania ministra budzą jednak poważne kontrowersje. Krytycy jego polityki wobec Sądu Najwyższego wskazują, że próba obciążania sędziów osobistą odpowiedzialnością finansową za wydane orzeczenia może wywołać niebezpieczny precedens i stać się narzędziem nacisku na niezawisłość sędziowską.
Krajowa Rada Sądownictwa już wcześniej ostro krytykowała podobne działania szefa resortu. W swoim stanowisku określała je jako „zamach na konstytucyjny system państwa”, zarzucając ministrowi działania antykonstytucyjne i antydemokratyczne. Wątpliwości dotyczą również samej podstawy odpowiedzialności regresowej. Sam fakt, że Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził naruszenie prawa do sądu w konkretnej sprawie, nie oznacza automatycznie, że określony sędzia musi zwrócić państwu wypłacone odszkodowanie. Konieczne będzie wykazanie przesłanek jego indywidualnej odpowiedzialności.
Spór o Sąd Najwyższy wchodzi tym samym w nowy etap i wpisuje się w polityczną wojnę o sądownictwo. To kolejny krok, zaledwie tydzień po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego.
