Alaksandr Łukaszenka ogłosił wprowadzenie tzw. kierunkowej mobilizacji jednostek białoruskich sił zbrojnych, co przedstawił jako element przygotowań do potencjalnego konfliktu i nowego modelu funkcjonowania armii.
Według jego zapowiedzi system ma opierać się na rotacyjnym powoływaniu wybranych oddziałów na szkolenia bojowe, zamiast tradycyjnych dużych ćwiczeń, co – jak twierdzi – ma zapewnić stałą gotowość bojową wojska. Białoruski przywódca mówił również o konieczności modernizacji armii i odnosił się do współczesnych konfliktów zbrojnych, podkreślając znaczenie nowoczesnego sprzętu oraz zdolności prowadzenia operacji lądowych.
🇧🇾
— WarNewsPL (@WarNewsPL1) May 13, 2026
Białoruś rozpocznie rotacyjną mobilizację wybranych jednostek wojskowych w celu przygotowania się do wojny – Aleksander Łukaszenka
Do jego wypowiedzi szybko odnieśli się przedstawiciele strony ukraińskiej. Andrij Kowałenko, szef ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji, stwierdził, że nie ma potwierdzenia dla informacji o realnej mobilizacji w rozumieniu działań ofensywnych. Ocenił też, że białoruska armia nie posiada obecnie potencjału do samodzielnego prowadzenia operacji lądowej na dużą skalę.
Ukraińskie służby traktują komunikaty z Mińska jako element wojny informacyjnej i próbę wywierania presji psychologicznej, jednocześnie podkreślając, że sytuacja na północnej granicy pozostaje monitorowana. W ocenie Kijowa działania Białorusi mają charakter propagandowy i są powiązane z narracją Rosji, a nie realnym przygotowaniem do natychmiastowych działań militarnych.
Cała sytuacja wpisuje się w szerszy schemat komunikatów z Mińska, które regularnie balansują między demonstracją siły a elementami politycznego przekazu kierowanego zarówno do własnego społeczeństwa, jak i do Rosji oraz Zachodu. Niezależnie od tego, jak interpretować te zapowiedzi, ich głównym efektem pozostaje podbijanie napięcia informacyjnego w regionie, przy jednoczesnym utrzymywaniu niepewności co do rzeczywistych możliwości i intencji białoruskich władz.
