W przypadku rosyjskiego ataku na NATO Królewiec stałby się jednym z pierwszych celów Sojuszu – ocenia gen. Ben Hodges, były dowódca wojsk USA w Europie. Amerykański wojskowy przywołał ocenę gen. Christophera Donahue’a, według której rosyjskie zdolności wojskowe w obwodzie królewieckim mogłyby zostać zniszczone w ciągu 24 godzin. Zdaniem Hodgesa świadomość takich konsekwencji jest istotnym elementem odstraszania Rosji.
Królewiec ma dla Rosji duże znaczenie strategiczne. Obwód położony jest pomiędzy Polską i Litwą, a więc państwami NATO, i pozostaje silnie zmilitaryzowany. W przypadku bezpośredniego konfliktu Rosji z Sojuszem znajdujące się tam rosyjskie instalacje wojskowe byłyby więc jednym z kluczowych elementów potencjalnego starcia.
Gen. Ben Hodges w rozmowie z „Faktem” zwrócił uwagę na wcześniejszą wypowiedź gen. Christophera Donahue’a, byłego dowódcy US Army Europe and Africa. – Były dowódca wojsk USA w Europie gen. Chris Donahue powiedział, że Królewiec mógłby zostać zniszczony w 24 godz. – przypomniał Hodges. Jak tłumaczył, chodzi przede wszystkim o pokazanie Moskwie, że rosyjska eksklawa w przypadku wojny mogłaby okazać się dla Kremla słabym punktem.
Według generała podobna sytuacja dotyczyłaby innych strategicznych rosyjskich instalacji. Hodges wskazał port w rejonie Petersburga oraz bazę rosyjskich okrętów podwodnych w pobliżu Murmańska. W przypadku rozpoczęcia przez Rosję wojny z NATO miejsca te – w jego ocenie – stałyby się natychmiastowymi celami Sojuszu. Nie jest to pierwszy raz, kiedy Hodges przedstawia taki scenariusz. Były dowódca wojsk USA w Europie już wcześniej przekonywał, że ewentualna wojna Rosji z NATO wyglądałaby zupełnie inaczej niż trwający konflikt w Ukrainie. Wskazywał przede wszystkim na możliwości lotnictwa i wojsk lądowych całego Sojuszu.
Jednocześnie generał przestrzegł przed nadmiernym strachem przed Rosją. – Oni tego właśnie od nas chcą, żeby ludzie się bali – powiedział Hodges. Jego zdaniem państwa NATO nie powinny przesadnie reagować na działania Moskwy.
