Barbara Mróz-Gorgoń po raz pierwszy od swojej dymisji zabrała publicznie głos w sprawie afery wokół raportu „Polaków portret własny”. Była pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski wystąpiła w programie „Czarno na białym” TVN24, gdzie odniosła się do całej afery, która poskutkowała jej dymisją oraz prokuratorskim śledztwem.
Mróz-Gorgoń przekonywała, że dokument, który wywołał ogólnopolską dyskusję, nie był finalnym raportem przeznaczonym do publikacji, lecz materiałem roboczym. Jak tłumaczyła, jego pojawienie się w przestrzeni publicznej było wynikiem błędu: „To jest ludzki błąd, absolutnie ludzki błąd. Nie jest to zbrodnia, nie jest to złodziejstwo i nie jest to wyłudzenie – powiedziała dla TVN24. Była pełnomocniczka przyznała również, że przed publikacją nie zweryfikowała pliku w sposób, który pozwoliłby wychwycić znajdujące się w nim błędy. Jak mówiła w TVN24, za ten błąd ponosi odpowiedzialność.
Pani Barbara skarżyła się również na skalę hejtu. Tłumaczyła, że zalało ją „tsunami” przykrych sytuacji i wiadomości: „Średnio co 6 minut dostawałam przykrą wiadomość, czy maila”. Na koniec dodała, że będąc na stacji benzynowej, ktoś kompletnie jej nieznany podszedł, napluł na nią i nazwał szm**ą.
Ciekawym wątkiem jest też fragment, w którym odnosi się do samej dymisji. Mróz-Gorgoń zasugerowała, że nakłoniono ją do dymisji, choć nie powiedziała tego wprost. Jednak cały wydźwięk wypowiedzi świadczył o tym, że nie była to jej samodzielna decyzja.
Afera nie ogranicza się jednak wyłącznie do sporu o jakość i sposób przygotowania raportu. Prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące możliwych nieprawidłowości przy realizacji i rozliczeniu projektu „Marka Polska” W ramach czynności policja przeszukiwała dom Mróz-Gorgoń. Równolegle sprawę analizuje Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, gdzie Mróz-Gorgoń jest pracowniczką naukową. Według informacji uczelni do czasu wyjaśnienia sprawy nie prowadzi ona zajęć dydaktycznych, a sprawą zajmuje się rzecznik dyscyplinarny ds. nauczycieli akademickich.
