Dominika Chorosińska zabrała głos po głośnej sytuacji z piątkowych obrad Sejmu. Posłanka PiS, która podczas wystąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza wydawała odgłosy przypominające szczekanie, wyjaśniła swoje zachowanie w mediach społecznościowych. Nawiązała przy tym do Donalda Tuska i głośnej sprawy z Kłodzka. Jej zachowanie skrytykował nawet europoseł PiS Tobiasz Bocheński.
Do nietypowej sytuacji doszło w piątek, 4 września, podczas wystąpienia wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Z ław zajmowanych przez parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości zaczęły dobiegać głośne odgłosy przypominające szczekanie.
Nagrania z sali sejmowej pokazały, że w ten sposób zachowywała się m.in. posłanka PiS Dominika Chorosińska. W kierunku lidera PSL padały również okrzyki „tygrysek”. Posłanka postanowiła później odnieść się do swojego zachowania na platformie X. Nie przeprosiła, lecz wyjaśniła, co miało oznaczać szczekanie.
– Jedyny język, jaki rozumieją Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz, to szczekanie psów z Kłodzka – napisała Chorosińska. Zachowanie Chorosińskiej spotkało się z krytyką również wewnątrz jej własnego środowiska politycznego. Europoseł PiS Tobiasz Bocheński przyznał w Polsat News, że takie sceny nie powinny mieć miejsca.
Bocheński zwrócił uwagę na pogarszające się standardy debaty politycznej, zaznaczając jednocześnie, że politycy nie powinni odpowiadać na nie obniżaniem własnych standardów. – Faktycznie widzimy, że pewne standardy się mocno zmieniły na niekorzyść, ale nie powinniśmy poddawać się złym tendencjom, tylko powinniśmy mierzyć wyżej – dodał europoseł PiS.
