Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego nie tylko nie wygasa, ale przybiera coraz bardziej nietypową formę. W poniedziałek, 2 listopada, przed siedzibą instytucji ponownie pojawił się temat dostępu do budynku i możliwości wykonywania obowiązków przez dotychczasowe kierownictwo. Tymczasem Bogdan Święczkowski nie zamierza pogodzić się z decyzjami, które uniemożliwiają mu normalną pracę w gmachu Trybunału.
Dotychczasowy prezes TK zapowiedział, że będzie kontynuował wykonywanie swoich obowiązków, nawet jeżeli nie zostanie wpuszczony do budynku. Jego stanowisko jest jednoznaczne: nadal uważa się za prezesa Trybunału i nie uznaje decyzji o przerwaniu jego czynności służbowych.
„Jestem prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Nikt mnie nie zwolnił z tego stanowiska i nie może mnie zwolnić. Była to decyzja Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej” – mówił Święczkowski podczas wcześniejszego wystąpienia przed siedzibą TK.
Szczególnie wymowna była jego deklaracja dotycząca dalszego funkcjonowania. Święczkowski zapowiedział, że nie zamierza ograniczyć się do jednorazowego pojawienia się przed gmachem. Przeciwnie – będzie przychodził tam codziennie i podejmował próby wejścia do instytucji, w której, jak podkreśla, nadal urzęduje.
„Codziennie będę tutaj przychodził. Mam obowiązek się dostać do budynku, w którym urzęduję i w którym orzekamy o prawach i wolnościach obywateli” – oświadczył.
Dodał również, że zamierza wykonywać obowiązki prezesa TK. „Podjąłem decyzję, że dopóki nie znajdzie się zastępcza siedziba Prezesa Trybunału Konstytucyjnego albo nie dostanę się do budynku TK, będę podpisywał pisma, które będę kierował do organów państwa, w waszej obecności, pod Trybunałem” – zadeklarował.
W listopadzie zaplanowano bowiem trzy rozprawy, w których ma zasiadać w składzie orzekającym. Przekazał, że nie zamierza rezygnować z udziału w pracach Trybunału tylko dlatego, że uniemożliwiono mu wejście do jego siedziby.
