Do ostrej wymiany zdań doszło w piątek na sejmowym korytarzu. Donald Tusk został zaczepiony przez pracownika Telewizji Republika, który zadał mu pytanie dotyczące rzekomego zamachu stanu. Rozmowa szybko przybrała nieoczekiwany obrót. W pewnym momencie premier wspomniał o swojej żonie, a reporter odpowiedział pytaniem, które wyraźnie wyprowadziło szefa rządu z równowagi.
Do zdarzenia doszło 6 listopada, zaraz po zakończonym posiedzeniu Sejmu, gdy premier odpowiadał na pytania dziennikarzy w Sejmie. Jedno z ostatnich pytań zadał przedstawiciel Telewizji Republika. Nawiązał do oskarżeń dotyczących rzekomego zamachu stanu i zapytał szefa rządu, czy nie obawia się odpowiedzialności za działania swojego gabinetu.
„Panie premierze, dlaczego dokonujecie zamachu stanu, nie boi się pan odpowiedzialności?” – zapytał reporter. Tusk nie odpowiedział wprost na tak postawione pytanie. Zamiast tego zwrócił uwagę na sposób formułowania pytań przez dziennikarza, stwierdzając, że powinny być bardziej wyrafinowane.
Reporter nie odpuścił jednak i ponownie zapytał, czy premier obawia się odpowiedzialności. Wówczas padła odpowiedź, która stała się początkiem kolejnej części wymiany zdań. „Nie, ja się niczego nie boję. Pana Boga się boję, żony trochę” – powiedział Donald Tusk.
Wtedy przedstawiciel Republiki zdecydował się na osobistą ripostę. „A to bije pana może, że się pan boi?” – zapytał. To wywołało stanowczą relację szefa rządu. Tusk spojrzał na dziennikarza i wyraźnie dał do zrozumienia, że nie spodobał mu się komentarz dotyczący jego żony.
„Wie pan, co to chamstwo? Jeżeli pan nie wie, to niech pan sobie odegra swoją wypowiedź. Wyjątkowo brzydka postać z pana” – odpowiedział premier.
Ta wymiana zdań podzieliła komentatorów. Większość z nich jednak skrytykowała dziennikarza TV Republika za niestosowane pytanie, drudzy zaś pochwalili reportera za uszczypliwość w kierunku premiera.
