W otoczeniu Donalda Trumpa narasta niepokój po decyzji o przeprowadzeniu ataku na Iran. Według medialnych doniesień część współpracowników amerykańskiego prezydenta zaczęła otwarcie wyrażać obawy dotyczące dalszego rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Sam Trump przekonuje, że Stany Zjednoczone są przygotowane na prowadzenie działań wojennych tak długo, jak będzie to konieczne. Jednak już w pierwszych dniach po rozpoczęciu operacji militarnej wśród jego doradców pojawiły się głosy, że eskalacja może mieć poważne konsekwencje polityczne i strategiczne dla USA.
Niektórzy współpracownicy prezydenta obawiają się, że przedłużający się konflikt może negatywnie wpłynąć na sytuację wewnętrzną w Stanach Zjednoczonych. W kuluarach administracji pojawiają się sugestie, że Biały Dom powinien rozważyć ograniczenie działań wojskowych lub nawet wycofanie się z eskalacji.
– Nikt nie uważa, że ta wojna jest popularna – mówi Matthew Bartlett, strateg Partii Republikańskiej i były urzędnik Departamentu Stanu, którego cytuje stacja telewizyjna CNN. – W najlepszym razie odwraca to uwagę od problemów w gospodarce. Ale w najgorszym może to być katastrofa polityczna, a dla Iranu i Partii Republikańskiej katastrofa dla pokoleń – dodaje.
Zdaniem części analityków wojna z Iranem może stać się dla Trumpa poważnym problemem politycznym. Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie oraz ryzyko długotrwałego zaangażowania militarnego mogą bowiem odbić się zarówno na poparciu społecznym, jak i na sytuacji międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.
