Władimir Putin odniósł się do incydentu w Rumunii, gdzie według tamtejszych władz rosyjski dron miał uderzyć w budynek mieszkalny. Rosyjski przywódca stwierdził, że na obecnym etapie nie można jednoznacznie określić pochodzenia bezzałogowca i zasugerował, że równie dobrze mogła to być maszyna należąca do Ukrainy.
Do sprawy Putin odniósł się podczas konferencji prasowej w Astanie w Kazachstanie. Podkreślił, że dopiero niedawno otrzymał informacje o zdarzeniu i nie zna jeszcze wszystkich szczegółów. – Kto w Rumunii mówi, że to rosyjski dron? – pytał dziennikarzy, zaznaczając, że bez przeprowadzenia odpowiednich badań nie można przesądzać o źródle pochodzenia maszyny.
Rosyjski prezydent argumentował, że dopiero analiza szczątków bezzałogowca pozwoli ustalić, do kogo należał. Wskazywał również, że w przeszłości ukraińskie drony miały pojawiać się nad terytoriami innych państw regionu, wymieniając m.in. Polskę, Finlandię oraz kraje bałtyckie.
Tymczasem rumuńskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że rosyjski bezzałogowiec naruszył przestrzeń powietrzną kraju i rozbił się na dachu budynku mieszkalnego w mieście Gałacz, położonym około 20 kilometrów od granicy z Ukrainą. W wyniku uderzenia wybuchł pożar, a dwie osoby odniosły lekkie obrażenia.
Jak przypomina BBC, powołując się na dane rumuńskiego resortu obrony, od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie fragmenty rosyjskich dronów spadły na terytorium Rumunii już 47 razy. Piątkowe zdarzenie było jednak pierwszym przypadkiem, w którym w wyniku takiego incydentu ucierpieli mieszkańcy kraju.
