Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka niespodziewanie wyjechał do Chin tuż po rozmowie z Władimirem Putinem. Dziennikarka Sevinj Osmanqizi w tekście napisanym dla „Kyiv Post” przekonuje, że w ten sposób białoruski przywódca w rzeczywistości uciekł przed Putinem, który chce go wmanewrować w konflikt na Ukrainie.
Dziennikarka przekonuje, że Łukaszenka coraz mocniej traci znaczenie w oczach Kremla. Dlatego po niedawnym spotkaniu z Putinem, białoruski dyktator wybrał się z oficjalną wizytą do Pekinu i spotkał się z tamtejszym przywódcą Xi Jinpingiem.
„Niezapowiedziana wyprawa białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki do Pekinu – zaledwie kilka dni po zamkniętym szczycie z Władimirem Putinem w jego rezydencji w Wałdaju – została przedstawiona jako uroczysty pokaz 'żelaznych przyjaciół’ cieszących się, jak to określili urzędnicy, 'historycznym szczytem’ w stosunkach” – pisze Osmanqizi.
„W rzeczywistości był to desperacki geopolityczny manewr zabezpieczający przywódcę uwięzionego między żądaniami militarnymi Moskwy, rosnącą presją Kijowa i przetrwaniem własnego reżimu” – dodała.
„Łukaszenko wie, że białoruska opinia publiczna nie ma ochoty ginąć w wojnie Putina. Wie również, że jego armia jest krucha. Bezpośrednie zaangażowanie się w konflikt natychmiast zagroziłoby wewnętrznej stabilności reżimu, który budował przez ponad 30 lat” – napisała.
W jej ocenie Łukaszenka szuka wsparcia w Chinach. „Interesy Pekinu na Białorusi mają charakter praktyczny. Kraj ten jest kluczowym korytarzem lądowym do UE i ważnym szlakiem Pasa i Szlaku prowadzącym do rynków europejskich. Poważny kryzys militarny na granicach Białorusi zagroziłby interesom gospodarczym i logistycznym Chin” – czytamy. „Dlatego Xi może dać Łukaszence dyplomatyczny tlen. Niekoniecznie chcąc, aby Białoruś stała się punktem zapalnym szerszego konfliktu na granicy z UE” – dodała.
Przeczytaj również:
- Rosja ćwiczyła konflikt nuklearny. Pomagali Chińczycy
- Putin zwołał pilną naradę ws. obwodu graniczącego z Polską! „Ściśle tajne”
- Rosja zamyka niektóre przejścia graniczne. Powodu nie wyjaśniono
Źr. Polsat News
