Sprawa rolnika z Gliwic, który zaorał asfalt jest dziś na ustach całej Polski. Serwis o2.pl porozmawiał z sąsiadami mężczyzny, którzy o jego występku opowiedzili z nieco innej perspektywy.
Sprawa rolnika z Gliwic stała się głośna po wydarzeniach z piątku. 60-latek wjechał ciągnikiem Ursus na świeżo położony asfalt na ulicy Rybackiej w dzielnicy Ostropa i przy pomocy pługa zniszczył około 200-metrowy odcinek drogi. Według informacji policji mężczyzna twierdził, że jest właścicielem terenu, a prowadzone tam przez miasto prace są nielegalne. Funkcjonariusze zatrzymali 60-latka na gorącym uczynku. Teraz mężczyzna przebywa w areszcie śledczym, gdzie – zgodnie z decyzją sądu – może spędzić najbliższe trzy miesiące.
Serwis o2.pl porozmawiał z sąsiadami mężczyzny. – Miał swoje wizje, że nikt mu tu nie będzie jeździł, bo to jego droga, jego ojcowizna. Kiedyś przyszedł i mierzył. Pokazywał, która część jest jego – mówi jeden z nich.
– Mieszka sam. Ma siostrę, ale nie ma jej tutaj. Niby taki rolnik, a widzi pan, jak jego pola wyglądają. A jeszcze dopłaty dostaje – dodaje rozmówca serwisu. Mężczyzna opowiedział także, jak wyglądał moment zatrzymania 60-latka. Okazuje się, że został on zabrany przez policję tak jak stał – w klapkach.
– To jest jakiś wariat. Był trzeźwy, ale co mu odbiło? Tego nie mogę zrozumieć, żeby się doprowadzić do ruiny. Trudno mi zrozumieć tego człowieka. Dlaczego on tak postąpił? Z jakiego motywu? On mówi, że to jego ziemia. No ale było stwierdzone, że droga jest publiczna – dodaje inny z sąsiadów. Więcej TUTAJ.
