– Pojechało siedemnaście osób, a pięć wróci w trumnach. Bogu dziękować tylko za to, że pozostali przeżyli – mówią mieszkańcy Siedlisk w rozmowie z Wirtualną Polską. Niewielka miejscowość na Podkarpaciu pogrążyła się w żałobie po tragicznym wypadku polskiego autokaru na Węgrzech.
W katastrofie zginęło 12 osób, a wiele zostało rannych. Pięć potwierdzonych ofiar pochodziło z Siedlisk, skąd na pielgrzymkę wyjechało łącznie 17 osób. Mieszkańcy wsi spotykają się na różańcu i modlą zarówno za zmarłych, jak i poszkodowanych przebywających w szpitalach.
O dramacie swoich sąsiadów w rozmowie z Wirtualną Polską opowiedział Wiesław Dudek miejscowy radny. O tragedii dowiedział się wczesnym rankiem od jednego z uczestników pielgrzymki. – O szóstej rano zadzwonił kolega. Myślałem, że jak tak dzwoni z rana, to trzeba go odebrać z przystanku i zawieźć do domu. A on tylko szlochał: „Moja żona nie żyje, twoja sąsiadka nie żyje” – relacjonował.
Mężczyzna, który przeżył katastrofę, miał widzieć moment, w którym autokar zjechał z drogi, a później akcję ratunkową. Jego żona znalazła się wśród ofiar. – Widział, jak ją wyciągali spod autobusu – przekazał Dudek.
Siedliska w żałobie. Pięć osób zginęło w wypadku
Tragedia szczególnie mocno dotknęła lokalną społeczność, której mieszkańcy znają się od wielu lat. – Wszyscy się znamy z imienia, żyjemy tutaj od pokoleń, wychowywaliśmy się razem. Ci, którzy wracali autokarem, to byli nasi znajomi – mówił radny.
Sam Dudek również miał znaleźć się w autokarze. Ostatecznie zrezygnował z pielgrzymki z powodów rodzinnych. Jak wspomina, jeszcze dzień przed wyjazdem rozmawiał z sąsiadem, który później stracił w katastrofie żonę.
Mieszkańcy podkreślają, że pełna skala tragedii wciąż jest dla nich trudna do przyjęcia. Teraz wspólnie modlą się za ofiary i rannych. Przed niewielką społecznością najtrudniejsze chwile mogą być jednak dopiero przed nimi – gdy rozpoczną się pogrzeby pięciorga mieszkańców Siedlisk.
źródło: Wirtualna Polska
