Siły zbrojne Izraela rozpoczęły kolejną falę nalotów na pozycje Hezbollahu w dolinie Bekaa na wschodzie Libanu oraz na południu kraju. Izraelska armia podkreśla, że celem są przede wszystkim obiekty infrastruktury militarnej, w tym wyrzutnie rakiet i magazyny broni.
Działania te prowadzone są mimo obowiązującego formalnie zawieszenia broni, które zostało wynegocjowane przy udziale Donalda Trumpa. Izrael twierdzi, że Hezbollah narusza warunki rozejmu, co ma uzasadniać kontynuację operacji wojskowej. Z kolei przedstawiciele tej organizacji sprzeciwiają się bezpośrednim negocjacjom z Izraelem.
Skala strat jest bardzo duża – według dostępnych danych w wyniku izraelskich nalotów przeprowadzonych w Libanie zginęło już ponad 2300 osób. Znaczną część ofiar stanowią cywile, w tym kobiety, dzieci oraz pracownicy medyczni. Tylko w jednym z ostatnich ataków w rejonie Bejrutu zginęło kilkanaście osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.
Sytuacja w regionie pozostaje bardzo napięta, a zawieszenie broni funkcjonuje głównie na papierze. Konflikt, który rozszerzył się po zaangażowaniu Hezbollahu w walki związane z wojną Izraela z Iranem, nadal grozi dalszą eskalacją.
Z szerszej perspektywy widać, że mamy do czynienia z klasycznym „zawieszeniem broni bez pokoju”. Choć formalne ustalenia istnieją, to jednak żadna ze stron nie traktuje ich jako realnego ograniczenia działań. To wszystko sprawia, że toczący się konflikt może eskalować.
