Nawet blisko 20 tys. chińskich opatrunków na rany klatki piersiowej oferowano w przetargach dla Wojska Polskiego. Badanie jednej z partii wykazało, że produkt deklarowany jako sterylny w rzeczywistości nie spełniał tego wymogu. Jedną partię wycofano z rynku, ale do dziś nie wiadomo, ile opatrunków tej firmy ostatecznie trafiło do wojskowych apteczek. Sprawa stawia poważne pytania o kontrolę sprzętu, od którego może zależeć życie rannego żołnierza.
Jak ujawnili dziennikarze Onetu, problem dotyczy opatrunków firmy Emsrun Group z Chin, przeznaczonych do opatrywania ran klatki piersiowej. Tego rodzaju wyposażenie ma szczególne znaczenie na polu walki, gdzie ranny może przez dłuższy czas czekać na ewakuację do szpitala.
Według ustaleń portalu jeden z informatorów kupił opatrunki z losowo wybranej partii dostępnej w Polsce i zlecił ich przebadanie Europejskiemu Instytutowi Biomedycznemu. Wyniki otrzymane w grudniu 2025 r. miały jednoznacznie wskazywać, że badany produkt nie jest sterylny.
Dlaczego to tak poważny problem? Niesterylny opatrunek stosowany bezpośrednio przy ranie może zwiększać ryzyko zakażenia. W warunkach bojowych, przy utrudnionym dostępie do pomocy medycznej, infekcja może dodatkowo skomplikować leczenie i zagrozić życiu poszkodowanego.
Czy MON chciało zaoszczędzić na tańszych, chińskich opatrunkach? Według rozmówców Onetu standardowy sterylny opatrunek tego rodzaju kosztuje na rynku około 30–35 zł. Produkty chińskiej firmy miały pojawiać się w ofertach za zaledwie 15–17 zł. Tak duża różnica cenowa wzbudziła podejrzenia osób znających rynek wyposażenia medycznego. To właśnie próba wyjaśnienia wyjątkowo niskiej ceny doprowadziła do zbadania produktu.
Największe obawy dotyczą jednak skali problemu. Wycofanie jednej partii nie odpowiada na pytanie, czy podobne nieprawidłowości występują również w innych dostawach.
Dziennikarze zwrócili się do resortu obrony z pytaniami o skalę zakupów. Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych poinformował, że Wojskowy Ośrodek Farmacji i Techniki Medycznej kupił 685 opatrunków tej firmy, przy czym żaden z nich nie pochodził z partii wycofanej z rynku.
Nie uzyskano jednak pełnej informacji o zakupach dokonywanych przez inne jednostki. Przy kolejnym zapytaniu Inspektorat powołał się na bezpieczeństwo operacyjne. W efekcie nie udało się ustalić, ile opatrunków chińskiego producenta rzeczywiście trafiło do polskiej armii.
