Waszyngton stawia siły w stan gotowości. Jak wynika z medialnych doniesień, amerykańska marynarka wojenna i lotnictwo mają być przygotowane do ewentualnego ataku na Iran już w sobotę, 21 lutego. Informacje te – według źródeł stacji CBS – mieli przekazać prezydentowi Donaldowi Trumpowi jego doradcy odpowiedzialni za bezpieczeństwo narodowe.
Choć scenariusz militarny jest rozważany, ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. W Białym Domu trwają intensywne narady, podczas których analizowane są zarówno potencjalne skutki eskalacji, jak i konsekwencje polityczne oraz wojskowe braku reakcji.
Rzeczniczka administracji, Caroline Leavitt, podkreśliła, że mimo argumentów przemawiających za zdecydowanym krokiem, prezydent w pierwszej kolejności preferuje rozwiązania dyplomatyczne. Jej zdaniem dla Teheranu rozsądnym wyjściem byłoby podjęcie rozmów i zawarcie porozumienia z Waszyngtonem.
Równolegle napięcie rośnie w regionie Zatoki Perskiej. W czwartek w rejonie Cieśniny Ormuz rozpoczną się manewry „Pas Bezpieczeństwa Morskiego 2026”. Obok jednostek irańskich wezmą w nich udział okręty z Chin i Rosji. Ćwiczenia pierwotnie planowano na początek marca, jednak w obliczu zaostrzenia sytuacji Teheran zdecydował się je przyspieszyć.
Możliwy atak na Iran. Jak zachowają się Chiny i Rosja?
Eksperci wskazują jednak, że wspólne manewry nie muszą oznaczać realnej gotowości do militarnego wsparcia Iranu. Dr Tomasz Teluk, prezes fundacji Instytut Globalizacji, zwraca uwagę, że choć Iran współpracuje z Pekinem i Moskwą, interesy tych państw nie są tożsame. Rosja korzysta z irańskiego uzbrojenia, zwłaszcza w kontekście wojny dronowej w Ukrainie, a Chiny pozostają dużym odbiorcą irańskiej ropy. Nie oznacza to jednak automatycznego zaangażowania w ewentualny konflikt z USA.
Zdaniem analityka, w przypadku amerykańskiego uderzenia Teheran najprawdopodobniej pozostałby osamotniony. Przypomina on, że po ubiegłorocznym zbombardowaniu irańskich instalacji wzbogacania uranu reakcje Rosji i Chin ograniczyły się do werbalnego sprzeciwu. Obecne działania mogą więc być przede wszystkim demonstracją siły i elementem politycznej gry. Jak podkreśla Teluk, na Bliskim Wschodzie często stosuje się strategię „dyplomacji przez siłę”.
W jego ocenie realna interwencja Moskwy czy Pekinu jest mało prawdopodobna. Rosja, osłabiona wojną w Ukrainie, nie dysponuje dziś potencjałem pozwalającym na szersze zaangażowanie militarne. Z kolei Chiny koncentrują się na własnych priorytetach, w tym na kwestii Tajwanu, i nie mają interesu w bezpośrednim konflikcie z USA w obronie sojusznika. Ekspert uważa, że Donald Trump może wykorzystywać presję militarną jako narzędzie do wynegocjowania korzystnego porozumienia, które następnie przedstawi jako osobisty sukces. Problem napiętych relacji z Iranem pozostaje jednak nierozwiązany od dekad i wciąż stanowi jedno z najpoważniejszych wyzwań w regionie.
źródło: Wirtualna Polska
