Ukraiński pilot próbował przechwycić rosyjski pocisk, który kilka dni temu naruszył polską przestrzeń powietrzną i eksplodował w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Jak ujawnił w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” wiceszef MON Cezary Tomczyk, maszyna zawróciła zaledwie 20 sekund przed granicą z Polską.
Do incydentu doszło w nocy z 29 na 30 lipca. Rosyjski pocisk przeleciał nad terytorium Polski, a następnie eksplodował na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia. Według ustaleń polskich władz była to rakieta manewrująca Ch-101 wystrzelona przez rosyjskie lotnictwo strategiczne.
W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że ukraiński pilot prowadził pościg za rosyjskim pociskiem i próbował go zniszczyć jeszcze nad terytorium Ukrainy.
– Ukraiński pilot ścigał tę rakietę, ale 20 sekund przed polską granicą musiał zawrócić – powiedział Tomczyk. – W tym przypadku pilot zawrócił, ponieważ istniało ryzyko, że przypadkowo zostanie trafiony przez naszą obronę – podkreślił wiceszef MON.
Tomczyk zaznaczył również, że możliwość prowadzenia tzw. „gorącego pościgu”, czyli kontynuowania walki nad terytorium państwa sojuszniczego, wymagałaby odpowiednich decyzji politycznych i prawnych oraz uzgodnień w ramach NATO. Obecnie Polska i Ukraina prowadzą stałą wymianę informacji dotyczącą sytuacji w zachodniej części ukraińskiej przestrzeni powietrznej, jednak pojedynczy incydent nie przesądza o zmianie obowiązujących procedur.
