Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar zaprzeczył wcześniejszym medialnym doniesieniom, według których Ihor M., podejrzany o śmiertelny atak w klasztorze w Jarosławiu, miał służyć w ukraińskiej armii i walczyć na froncie. Dyplomata przekazał, że ukraiński konsul skontaktował się z matką 31-latka.
Wcześniej w mediach pojawiły się nieoficjalne informacje, według których podejrzany miał być byłym ukraińskim żołnierzem. Takie ustalenia przekazywało m.in. Radio ESKA, a informację opisywała również Wirtualna Polska. Już wtedy zaznaczano jednak, że prokuratura nie potwierdziła tych doniesień.
Do sprawy odniósł się teraz ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar. Jak poinformował w TVN24, konsul Ukrainy rozmawiał z matką Ihora M. – Nie był w wojsku, nie był na froncie. To nie jest człowiek, który był w szoku po służbie w wojsku – powiedział Bodnar.
Dyplomata odniósł się tym samym do pojawiających się sugestii, że zachowanie 31-latka mogło mieć związek z jego rzekomą służbą wojskową. Bodnar złożył również kondolencje rodzinie zabitego duchownego i przeprosił za czyn obywatela Ukrainy. Ukraińska ambasada już bezpośrednio po tragedii potępiła atak, określając przemoc jako niedopuszczalną.
Do tragedii doszło 24 września na terenie Klasztoru Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Według ustaleń śledczych 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób – trzech duchownych i dwie osoby świeckie. Jeden z księży zmarł, a cztery pozostałe osoby zostały ranne. Ihor M. przyjechał do Polski z Niemiec. Przed atakiem próbował przekroczyć granicę polsko-ukraińską, jednak ostatecznie nie wyjechał z Polski. Śledczy wyjaśniają okoliczności tragedii oraz motyw działania podejrzanego.
