Skandal w Tatrach wywołał ogromne oburzenie w sieci. Ukraiński influencer Andriy Gavryliv wjechał sportowym Chevroletem Corvette na drogę prowadzącą do Morskiego Oka, mimo obowiązującego zakazu wjazdu na teren objęty ochroną Tatrzańskiego Parku Narodowego. Najpierw opublikował zdjęcie w mediach społecznościowych, a teraz zdecydował się na kolejny krok.
Jak wynika z relacji, mężczyzna pokonał samochodem ponad osiem kilometrów chronionej trasy. Wjazd na ten odcinek jest zabroniony dla pojazdów prywatnych, a teren objęty jest szczególną ochroną przyrodniczą. Nagłośnienie sprawy błyskawicznie uruchomiło reakcję internautów i służb. W mediach społecznościowych rozpętała się burza. Internauci zwracali uwagę nie tylko na samo złamanie przepisów, ale również na publikowanie zdjęć dokumentujących przejazd. Wielu komentujących podnosiło także kwestię niskiej kary, jaką otrzymał kierowca.
Po zatrzymaniu przez policję Gavryliv został ukarany mandatem w wysokości 100 złotych oraz ośmioma punktami karnymi. W ocenie wielu osób sankcja okazała się niewspółmierna do skali naruszenia, co wywołało dodatkową dyskusję na temat skuteczności egzekwowania przepisów na terenie parków narodowych. Po fali krytyki influencer opublikował oświadczenie, w którym przeprosił za swoje zachowanie. Tłumaczył, że nie zauważył oznaczenia informującego o rezerwacie przyrody i nie miał świadomości, że wjeżdża na teren objęty szczególną ochroną.
Tylko 100 zł za złamanie zakazu ruchu… 🤦 Pewnie gdyby jechał skodą to dostałby 500 zł. pic.twitter.com/YJN5njtsjP
— bandyci drogowi (@bandyci_drogowi) May 23, 2026
– Przegapiłem znak, że to rezerwat przyrody, za co chcę przeprosić Polaków, bo po prostu nie wiedziałem. Kiedy wracaliśmy, zatrzymała nas policja i za taką jazdę dostałem mandat w wysokości 100 złotych i 8 punktów karnych – powiedział.
To jednak nie był koniec konsekwencji. W obliczu ogromnego zainteresowania mediów i setek negatywnych komentarzy Andriy Gavryliv zdecydował się na ograniczenie widoczności swojego profilu na Instagramie. Jego konto zostało przełączone z publicznego na prywatne, co oznacza, że publikowane przez niego treści mogą oglądać wyłącznie zaakceptowani obserwatorzy.
Jeszcze przed wybuchem afery profil influencera obserwowało ponad 870 tysięcy użytkowników. Zmiana ustawień prywatności jest odbierana jako próba ograniczenia krytyki i przejęcia kontroli nad dalszym rozwojem sytuacji.
