Po ogłoszeniu wyroku dla Łukasza Żaka głos zabrała Ewelina P., wdowa po 37-letnim Rafale, który zginął w tragicznym wypadku na Trasie Łazienkowskiej. W programie „Uwaga!” TVN opowiedziała o dramacie swojej rodziny, atmosferze podczas procesu oraz wydarzeniach, które miały miejsce jeszcze przed rozpoczęciem rozpraw.
Kobieta wspominała, że skutki wypadku odczuła cała rodzina. Jej dzieci doznały poważnych obrażeń – córka miała liczne siniaki, zadrapania i wstrząśnienie mózgu, natomiast syn przeszedł wstrząśnienie mózgu, doznał pęknięcia śledziony oraz złamania nogi. Sam przez sześć tygodni nosił gips i miał problemy z oddychaniem. Również ona sama przeszła operacje wątroby i śledziony oraz leczyła połamane żebra i kręgosłup.
Wdowa opowiedziała także o tym, co – jak twierdzi – działo się na sali sądowej. Według jej relacji ze strony bliskich oskarżonych miały padać agresywne komentarze pod jej adresem. Jak mówiła, usłyszała m.in. pytania, dlaczego tak się patrzy i sugestie, by „się opamiętała”. Odniosła również wrażenie, że część osób obecnych na rozprawach nie traktowała procesu z należytą powagą.
Podobne odczucia miała matka zmarłego Rafała. Przyznała, że nie dostrzegała u bliskich oskarżonych skruchy ani żalu. Jak mówiła, ich zachowanie podczas rozpraw sprawiało wrażenie, jakby nie uświadamiali sobie tragicznych konsekwencji wydarzeń.
Najbardziej poruszające były jednak słowa Eweliny P. dotyczące grobu jej męża. Kobieta ujawniła, że jeszcze przed rozpoczęciem procesu miejsce pochówku było wielokrotnie niszczone. Jak relacjonowała, wyrywano kwiaty, wyrzucano przedmioty pozostawione na grobie, a w jednym przypadku doszło nawet do jego podpalenia. Przyznała również, że przez pewien czas żyła w poczuciu zagrożenia. – Straciłam filar swojego życia – podsumowała wdowa, podkreślając, że mimo upływu blisko dwóch lat od tragedii nadal nie potrafi wrócić do normalnego funkcjonowania.
