Marcin Gortat w podcaście „Post Prime” wrócił do tematu głośnego charytatywnego streamu organizowanego przez Łatwoganga.
Były koszykarz NBA ujawnił, że rzeczywiście prowadzone były rozmowy dotyczące jego udziału w transmisji, która pod koniec kwietnia przyciągnęła uwagę całej Polski i pomogła zebrać gigantyczne środki dla Fundacji Cancer Fighters.
W trakcie wydarzenia kawalerkę Piotrka odwiedziło wiele znanych osób ze świata internetu, sportu i rozrywki. Część gości zdecydowała się nawet ogolić głowy w geście solidarności z dziećmi walczącymi z chorobami nowotworowymi. Po zakończeniu streamu licznik zbiórki wskazał aż 282 miliony złotych, a dodatkowe pieniądze nadal wpływają dzięki trwającym aukcjom charytatywnym.
Gortat przyznał, że był w kontakcie z organizatorami wydarzenia. Wspomniał również moment, gdy po przekroczeniu kolejnego progu zbiórki zadzwonił do niego reprezentant Polski w koszykówce Mateusz Ponitka. Były zawodnik NBA zdradził też, dlaczego ostatecznie nie pojawił się osobiście na streamie Łatwoganga.
– Ostatniego dnia czy tam przedostatniego dnia zadzwoniliśmy tam, bo też nas poproszono, czy możemy się pojawić, to dostaliśmy ofertę, żeby się pojawić między 3 a 7 w nocy. Jak to usłyszałem, to powiedziałem: „Co? Między 3 a 7 w nocy? Zwariowaliście?” Jeszcze do nas powiedzieli: „Będziesz musiał stanąć w kolejce na klatce i poczekać”. To powiedziałem: „Nie no, sorry, chłopaki”. Raz, że mam dziecko 3-miesięczne, z którym śpię i karmię w nocy. A dwa, żeby pojechać do Warszawy, stać na klatce, żeby wbić się na streama 10-minutowego, to jeszcze nie zwariowałem – powiedział Gortat.
