Ukraiński influencer Andrij Gawryliw, który wywołał ogromne kontrowersje po wjeździe sportową Corvettą nad samo Morskie Oko, opuścił już terytorium Polski i wrócił na Ukrainę. Mimo jego wyjazdu sprawa wciąż pozostaje otwarta, a wobec mężczyzny mogą zostać wyciągnięte poważne konsekwencje prawne.
Do sprawy odniósł się szef MSWiA, który w mediach społecznościowych zapowiedział zdecydowane działania wobec sprawcy rajdu po terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Minister podkreślił, że na wniosek policji influencer ma trafić na listę osób niepożądanych, zaznaczając, że łamanie prawa spotka się ze stanowczą reakcją państwa.
Jak poinformował rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej mjr Bogumił Strojny, w przypadku cudzoziemców notorycznie naruszających przepisy możliwe jest skierowanie wniosku o zobowiązanie do opuszczenia kraju lub wydalenie z Polski. W zależności od okoliczności procedura może zakończyć się zarówno dobrowolnym wyjazdem, jak i przymusowym doprowadzeniem do granicy pod konwojem.
W tym przypadku decyzja administracyjna miałaby już głównie charakter formalny, ponieważ według ustaleń mężczyzna opuścił Polskę jeszcze przed jej wydaniem. Jeśli jednak procedura zostanie sfinalizowana, influencer może otrzymać zakaz ponownego wjazdu nie tylko do Polski, ale również do wszystkich państw strefy Schengen nawet na pięć lat.
Cała sprawa wzbudziła szczególne emocje również z powodu przebiegu policyjnej interwencji. Influencer przejechał sportowym autem ponad osiem kilometrów po trasie całkowicie wyłączonej z ruchu kołowego na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Mimo to początkowo został ukarany mandatem w wysokości zaledwie 100 zł oraz ośmioma punktami karnymi. Jak ustalono, kierowca miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, że jedynie wjechał za szlaban i natychmiast zawrócił. Policjanci uwierzyli w tę wersję wydarzeń, stosując minimalny wymiar kary. Dopiero później okazało się, że szlaban był zdemontowany z powodu remontu, co umożliwiło mu wjazd znacznie głębiej na teren parku.
