Chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz zabrał głos podczas uroczystości upamiętniających krwawą niedzielę na Wołyniu. Po jego wystąpieniu wybuchło potężne oburzenie. Pojawiły się nawet żądania natychmiastowej dymisji.
W sobotę na Wołyniu odbywały się obchody upamiętniające 83. rocznicę ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach. Udział w nich wzięli m.in. wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz chargé d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz.
Wypowiedź dyplomaty wywołała w Polsce falę oburzenia. Mówił on o „ukraińskich ofiarach państwa polskiego”. „Pochylając głowę nad polskimi ofiarami ukraińskiej przemocy na Wołyniu nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie. Nie tworzę symetrii, ale pamiętamy co było wstydliwe i niegodne” – mówił Łukasiewicz.
Niemal natychmiast pojawiły się głosy krytyki. „Są dwie opcje: 1/ albo dyplomata sprzeniewierzył się polityce rządu i Radosława Sikorskiego – wtedy powinien z hukiem wylecieć ze służby; 2/ albo realizował tymi słowami politykę rządu i Radosława Sikorskiego – wtedy pozostanie w służbie zagranicznej MSZ. Dowiemy się w poniedziałek. I wyciągniemy wnioski” – napisał w mediach społecznościowych prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski.
Do jego słów odniósł się szef MSZ Radosław Sikorski. „Jest trzecia opcja, mianowicie że ryzykujący życiem dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami płk Łukasiewicz wypowiedział się w chrześcijańskim duchu ‘Wybaczamy i prosimy o wybaczenie’. Bo w obliczu wspólnego zagrożenia pracuje na rzecz pojednania. A niektórzy nacjonalistyczni sekciarze szczują bratnie narody na siebie, służąc zupełnie innym interesom” – stwierdził szef dyplomacji RP.
Dominowały jednak głosy krytyki. „Czy kierownik placówki RP sam to wymyślił, czy po prostu przeczytał materiał, który otrzymał z MSZ w Warszawie? Chyba jednak przeczytał. W każdym przypadku to jest jednak skandal” – stwierdził Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie.
„Takich porównań mogą używać publicznie historycy, dziennikarze, byli polscy politycy. Nie zaś najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie, w trakcie oficjalnych uroczystości. Ponadto w okresie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez władze w Kijowie. Niekompetencja i brak dyplomatycznego wyczucia – to chyba najłagodniejsza interpretacja tych sformułowań” – stwierdził z kolei były ambasador Polski w USA i Izraelu oraz geopolityczny analityk WP Marek Magierowski.
Przeczytaj również:
- Zajączkowska-Hernik na liście „wrogów Ukrainy” do likwidacji. „Gdzie MSZ?!”
- Dłuższa rozmowa Nawrockiego z Zełenskim. Wiadomo, kto o nią poprosił
- Sikorski o planach Rosji. „Mamy wiarygodne informacje”
Źr. WP
